Najpierw bylo uniesienie i zachwyt. Potem Rembrandt okazal sie kopia, a Tycjan nieporozumieniem. Dzis zostala konsternacja i zamet w galerii, w ktorej dziela wartosciowe mieszaja sie z bezwartosciowymi. I na zadne porzadki sie nie zanosi.
Historie Kolekcji Porczynskich opisuje ANDRZEJ OSEKA
Wygladalo to na cud, o jakim wtedy nikt nawet nie snil: w srodku PRL-u ma powstac niezalezna placowka kultury, i to nie w skali popularnych wtedy przykoscielnych wystaw, lecz na miare najwiekszych zjawisk europejskiej sztuki nowozytnej. Nieznany rodak z Zachodu ofiarowuje Polsce kolekcje ponad 400 arcydziel - obrazow Rembrandta, Rubensa, Tycjana, Tintoretta, Belliniego, Velazqueza, Murilla, Ribery, Cranacha, Duerera, Poussina, Goi, Corota, Renoira, Vlamincka - a daru tego nie sklada na rece wladz, lecz powierza instytucjom Kosciola katolickiego - z przeznaczeniem dla narodu. Panstwo komunistyczne zostaje pominiete, jego monopol w kulturze dotkliwie pomniejszony.
Jest polowa roku 1986. Niedawno aresztowano ukrywajacego sie Zbigniewa Bujaka, zapadly wysokie wyroki w procesie KPN. Armia sowiecka nadal stoi w Polsce i na predki koniec komunizmu sie nie zanosi. Jednak nadzieje na budowanie niezaleznych struktur i osrodkow, w nawiazaniu do tradycji Sierpnia '80 - sa wciaz zywe.
Jednym z takich miejsc bylo Muzeum Archidiecezji Warszawskiej na Solcu. Od poczatku stanu wojennego dzialala tu duza grupa plastykow, aktorow, muzykow. Odbywaly sie patriotyczno-religijne wystawy, koncerty, wieczory teatralne, odczyty.
18 pazdziernika 1986 ks. Andrzej Przekazinski, dyrektor Muzeum, zawiera w Paryzu umowe wstepna z doktorem Zbigniewem Karolem Porczynskim, obywatelem brytyjskim zamieszkalym w Szwajcarii, zalozycielem zarejestrowanej w Liechtensteinie fundacji Arteks. Na mocy tej umowy Porczynski przekazuje do depozytu Muzeum Archidiecezji ponad 400 obiektow - kolekcje malarstwa europejskiego. Celem depozytu ma byc "uczczenie pontyfikatu Papieza Polaka, udostepnienie obrazow polskiemu spoleczenstwu oraz wzbogacenie zbiorow sztuki Kosciola w Polsce".
Nazwiska ofiarodawcy poczatkowo nie wymienialo sie w kraju, nawet w prywatnych rozmowach. Mozna bylo podejrzewac, ze wladze sprobuja szkodzic kolekcji arcydziel, przekazanej nie im, lecz Kosciolowi. Bylem wtedy w gronie osob dosc blisko zwiazanych z Muzeum na Solcu. Stopniowo poznawalismy szczegoly: dar pochodzi od znakomitego chemika, Polaka z pochodzenia, ktory jest wynalazca paliwa do rakiet. Ks. Przekazinski mowil: "Gdy tylko jakas rakieta wzbija sie w powietrze, na jego konto plyna strumienie dolarow". Wedlug skapych na razie informacji wynalazca i jego malzonka, oboje uksztaltowani przez tradycje patriotyczna i katolicka, to byli wiezniowie sowieckich lagrow i niemieckich obozow. Znajac swiat nie tylko od strony sukcesu, lecz takze cierpienia, zgromadzony majatek obrocili w calosci na zakup obrazow, glownie religijnych, by ich bogaty zbior ofiarowac Polsce - w nadziei, ze stanie sie wolna. Sa przekonani, ze wielka sztuka moze pomoc w moralnej odnowie narodu.
Jakaz opowiesc moglaby sie nam w tamtych latach wydac piekniejsza? Nadzieje na wolnosc Polski laczyly sie tu z wiara w potege sztuki. Gdy ofiarodawca zapewnil ks. Przekazinskiego, ze kazdy obraz z kolekcji zostal przebadany przez najwybitniejszych ekspertow w Europie, ktorzy potwierdzili jego autentycznosc - wszyscy mu z entuzjazmem uwierzyli, ja rowniez.
Transporty z obrazami zaczely przybywac na dziedziniec Muzeum Archidiecezji pozna jesienia 1986. Lacznie bylo ich dziesiec. Rosly stosy efektownych opakowan. Sensacja rozchodzila sie po miescie - coraz wieksza, coraz bardziej podniecajaca. Wladze zadnych prob sabotazu nie podjely - zdawaly sie przygniecione wydarzeniem.
W niespodziewanym przybywaniu ze Szwajcarii mistrzowskich obrazow ludzie zobaczyli cos tak radosnego, jak swego czasu zalozenie "Solidarnosci" lub wybor kardynala Wojtyly na papieza: oto pojawia sie ogromna sila duchowa, wobec ktorej komunizm jest bezradny, a wiec my stajemy sie mocniejsi. Pewnie, ze dla wielu bylo to rowniez nagle obdarowanie skarbem, setkami milionow dolarow. Rzecz dziala sie poza zasiegiem komunistow, skarb byl "nasz", ludzie poczuli sie bogatsi. Nic wiec dziwnego, ze gdy wreszcie kolekcje otwarto, dzien w dzien ustawialy sie przed Muzeum na Solcu niezwyklej dlugosci kolejki. Trwalo to miesiacami. Wybudowano zadaszenie nad aleja, zeby czekajacy nie mokli na deszczu, nie prazyli sie w sloncu. To zadaszenie ciagle tam jest. Przypomina o fali zbiorowego entuzjazmu sprzed kilkunastu lat.
Nie tacy mistrzowie
W Muzeum Archidiecezji rozpakowane obrazy ogladaja przedstawiciele Kosciola, artysci, historycy sztuki, muzealnicy. Wsrod tych ostatnich wielkie nadzieje raptownie przygasaja, jednak calkiem sie ich pozbyc byloby trudno, z wielu wzgledow. Jest w tej kolekcji niemalo ciekawych prac: "Herkules i Omfale" Pellegriniego, "Portret arcyksiezniczki Anny" Nicolasa Neufchatela (1527), "Martwa natura" Jacoba Popsena van Es (XVII w.), "Maria z dzieciatkiem" Pontorma (XVI w.). Czuje sie czesto wielka kulture malarska Florencji, Bolonii, Niderlandow. Nagle jednak ukazuje sie, jako Tycjan, pokraczny portret dziecka z pieskiem, o materii gluchej, z weneckim kolorysta nie majacej nic wspolnego. Dalsze przykre niespodzianki to Rembrandt, Tintoretto, Rubens. Im wieksze nazwiska, tym bardziej podpisane nimi obrazy wydaja sie znieksztalconym odbiciem mistrzow.
Rodzi sie niepokoj - co to wszystko znaczy? Przeciez niemozliwe, zeby cos niedobrego. Wraz z paroma przyjaciolmi doszlismy do wniosku, ze szlachetnego kolekcjonera na rzeczywiscie swietne Rembrandty i Tycjany stac jednak nie bylo, moze go czasem oszukano - trzeba sie wiec cieszyc tym, co ofiarowal. Nalezaloby sprawdzic atrybucje, zaprowadzic w calym zbiorze lad - a bedzie z niego wiele pozytku.
Katalog w zoltych okladkach
Na to bylo jednak za pozno. Zblizala sie kolejna pielgrzymka Jana Pawla II do Polski; waznym jej punktem mial byc pokaz wybranych dziel z Kolekcji Janiny i Zbigniewa Porczynskich, urzadzony specjalnie dla niego. Odbyl sie on 13 czerwca 1987 w Domu Arcybiskupow Warszawskich. Ofiarodawcy zostali przedstawieni Papiezowi, ktory wyrazil im wdziecznosc za dar - w imieniu wlasnym, Kosciola, narodu. Pan Porczynski, w obecnosci kardynalow, biskupow i innych dostojnych gosci, objasnial Papiezowi wystawione dziela. Ogloszono tez wtedy, ze Kolekcja nosi odtad imie Jana Pawla II. Byla to nobilitacja niezwykla. W opinii wielu - stawiajaca zbiory Porczynskich poza zasiegiem wszelkiej krytyki.
W publikacji z roku 1996 "Prawda i falsz o Kolekcji im. Jana Pawla II" Zbigniew Porczynski opisuje ten moment: "Przy wejsciu na sale wystawowa wreczono Ojcu Swietemu i nam katalog w zoltych okladkach, zatytulowany tKolekcja Jana Pawla IIT, tytul, ktory byl dla nas wielka niespodzianka". W rzeczywistosci - na co jest wielu swiadkow - Porczynski znal juz wczesniej katalog w zoltych okladkach, poniewaz drukowano go wedlug jego szczegolowych wskazowek.
W ksiazce "Prawda i falsz..." umieszczono tez fotokopie dokumentu podpisanego przez kierownika Sekretariatu Prymasa Polski, ks. dr. Andrzeja F. Dziube. Czytamy w nim: "Pan dr Zbigniew PORCZYNSKI nie ubiegal sie o tytul tJana Pawla IIT dla Kolekcji, ale nazwanie jej imieniem Ojca Swietego przyjal z radoscia i wdziecznoscia". Tekst ten nie wyjasnia, kto wystapil z inicjatywa nadania Kolekcji imienia Papieza. Gdyby on sam - jego wole niewatpliwie podano by do publicznej wiadomosci. Wszystko wskazuje na to, ze Ojciec Swiety stanal wobec faktu dokonanego, jakby mu ktos uczynil prezent - tak bardzo z serca plynacy, ze go odrzucic nie sposob.
Powstale pozniej Muzeum Kolekcji Porczynskich wydrukowalo sobie papier firmowy, opatrzony osobistym herbem Jana Pawla II: tiara, klucze Piotrowe, krzyz oraz M - inicjal Marii. Nikt inny na swiecie na taki pomysl sie nie zdobyl. Po jakims czasie znak Muzeum zmieniono na skromniejszy.
We wspomnianym zoltym katalogu znalazl sie komentarz profesora Jana Bialostockiego, jednego z najwybitniejszych wowczas w Polsce znawcow swiatowego malarstwa. Jest w nim stosowny do podnioslej chwili ton zachwytu: "Dzieki temu niezwyklemu darowi warszawskie Muzeum Archidiecezjalne staje w rzedzie kilku Muzeow Narodowych jako posiadacz wszechstronnej i bogato zroznicowanej kolekcji dziel malarzy europejskich". Jednak wymieniajac obrazy, ktore przyciagnely jego uwage, profesor wskazuje nie na dziela wielkich mistrzow, choc Kolekcja najbardziej szczyci sie ich posiadaniem, lecz na prace artystow trzeciorzednych: "Chlopca grajacego na flecie" Francesca Solimeny, "Portret kawalera de Vendo?me" Jacoba de Voeta, "Zuzanne i starcow" de Fabriana. Zapowiada wreszcie, ze Kolekcja "badaczy intrygowac bedzie wieloma trudnosciami, problemami atrybucji i datowania". Najwyrazniej wybitny uczony, bioracy udzial w ceremonii dziekczynnej i zachowujacy sie zgodnie z jej regulami, ostrzegal jednak, ze klopotow i watpliwosci co do autorstwa ujawni sie wiele. Co oznaczalo: Kolekcji tej nalezy sie przyjrzec - i nie spodziewac sie, ze naprawde sa w niej wybitne dziela koryfeuszy malarstwa, ktorych nazwisk pelno w podpisach pod obrazami. Sugestie profesora byly wyrazne - lecz czytelne dla niewielu.
Gdy 5 listopada 1987 w Muzeum Archidiecezji otwarto dla publicznosci pierwsza wystawe 138 dziel "Kolekcji imienia Jana Pawla II z fundacji Janiny i Zbigniewa Karola Porczynskich" - nikt watpliwosci nie zglaszal. Dzien ten uznano za historyczny. W "Tygodniku Powszechnym" artykul poswiecony temu wydarzeniu zatytulowano po prostu "05.11.1987". We wszystkich gazetach padaly okreslenia: "krolewski dar", "papieska pinakoteka" czy "Luwr w Warszawie". Wystawe otwieral i ofiarodawcom dziekowal prymas Glemp. W hallu muzeum wisialy portrety reprezentacyjne panstwa Porczynskich, o ich wrazliwosci na malarstwo swiadczace zle. Prawde mowiac - byly to kicze. Obecny na otwarciu znany malarz Jacek Sempolinski, profesor ASP, powiedzial wtedy do przyjaciol,
...
Probuje zrobic kwintesencje tego dreszczowca, ktory podaje tu pan Kleczkowski. Zaiste podobne to do wyczynow innych wielkich Fundacji sprzedajacych sztuke. Tyle ze na 'zgnilym zachodzie' ludzie ida do wiezenia za oszustwa. Ja tylko czytalam ostatnio, ze tak sie zakoczyly machloje Fundacji Malborough z Anglii, ktora sprzedawala dziela amerykanskich (znaczy tez niemal automatycznie - srodkowo europejskich) artystow. Poza tym wplatanie w to Urzedu Papieskiego i czerech Ministrow Sztuki jest zapewne sztuka sama w sobie. Artykul przypisuje te manipulacje samemu ofiarodawcy, ale tego nie ma juz, zapewne nie moze on sie bronic az tak skutecznie kiedy juz go nie ma. Jednak jest prawdopodobne ze ofiarodawca byl poczatkowo naiwny a pozniej nie chcial sie zblaznic prawda, i ze to inne osoby zerowaly na machlojach; albo ze wszyscy nowobogatcy kolekcjonerzy w Polsce sa naiwni. Narazie przedmiotem intrygi nie sa jednak ogromniaste pieniadze (chyba ze do tego sie jeszcze nie dokopano), ale wciskanie odbiorcom kitu i kreowanie falszywej fasady dla kolecji i ofiarodawcy. Jesli ofiarodawca ma dzieci a sam jest w miare czysty to dzieci zapewne obronilyby jego imie. Teraz, kiedy ludzie sie w koncu zaczna na czyms tam znac, pokazywanie marnych kopii zamiast oryginalow juz nie przejdzie. Artykul nie wyjasnia jednoznacznie skad ten zaped do faszowania u samego ofiarodawcy. Jesli bylby w pelni swiadomy oszustwa /co naprawde mozna juz podejrzewac/, to wszelkie honory, ktore sobie przypisal powinny byc proporcjonalnie oslabione ( tu sie oczywiscie pojawia problem z krzyzem zaslugi - jak go podzielic na kawalki?). A kopie obrazow powinny byc pokazywane w piwnicy jako kuriosom okresu przejsciowego w Polsce. Toz to tyle artystow w Srodmiesciu Warszawy, dla ktorych odroznienie kopii od oryginalu to pestka. Jak dlugo mozna tak ordynarnie wciskac kit. Pokazywanie kopii zamiast oryginalu bez zidentyfikowania, ze to kopia jest przeciez przestestwem w cywilizowanym kraju. Leszek Andrzej Kleczkowski wrote za GW
> KOLEKCJA NASZYCH MARZEN (....) > W imieniu Muzeum Kolekcji im. Jana Pawla II adwokat Zdzislaw > Czeszejko-Sochacki napisal do redaktora naczelnego "BHS" prof. Jerzego > Kowalczyka, ze "w razie dopuszczenia do publikacji, wbrew dobrej wierze i > dostepnym zrodlom, artykulu mogacego wyrzadzic materialne i moralne > straty, Muzeum zastrzega sobie dochodzenie na drodze sadowej odpowiedniej > ochrony prawnej dobr i odszkodowania". Zwlaszcza slowo "odszkodowanie" > brzmialo groznie. Zapowiadalo finansowe represje za wyglaszanie > naukowych pogladow. > W listach do redakcji "BHS" Porczynski zadal, by Morka oparl sie w swym > artykule na ekspertyzach sporzadzonych przez domy aukcyjne, od ktorych > kupowal obrazy. Morka uwaza, ze jego zrodla informacji sa bardziej pewne > niz te, za ktore placili marszandzi. Spostrzegl takze, ze niektore obrazy > w Kolekcji zostaly awansowane w stosunku do tego, jak je na aukcjach > okreslano. Na przyklad "Sw. Maria Magdalena z dwoma aniolami", > prezentowana na pl. Bankowym jako dzielo Andrei Sacchiego (1599-1669), > wystawiona byla na sprzedaz tylko jako "przypisywana" temu artyscie.
To zapewne duza roznica. Muzea sa pelne obrazow artystow anonimowych; natomist nie posluguja sie "przypisywanym autorstwem", jak sadze wlasnie ze wzgledow legalnych. Jedno wydaje sie oczywiste ze to dzielo jest innego autora.
> Okazalo sie tez, ze Morka zna kwoty, na jakie szacowano na aukcjach > niektore z obrazow, wlaczonych do Kolekcji. Sa one czasem rzedu kilkuset > funtow, co niezbicie dowodzi, ze byly sprzedawane, a takze kupowane jako > niskiej klasy kopie. Oryginalne dzielo kosztowaloby tysiac razy wiecej.
Tutaj chyba mozna zebrac dowody na to, ktora akcja ofiarodawcy jest falszerstwem. Nie odrozniane kopii od oryginalu Rembranta i ryzykowanie taka dyskuja jesli nie legalna dyskwalifikacja wartosci kolekcji wyglada dosc dyletancko. ( oszusci zwykle manipuluja sama wycena rozniaca sie na miliony, ale nie plagiatowaniem, jako ze to juz bardzo grubymi nicmi szyte)
> O wielu obrazach z Kolekcji dr Morka wyrazal sie jednak w artykule z > uznaniem. Podkreslal tez swoj "ogromny szacunek" dla kolekcjonerskiej > pasji panstwa Porczynskich, jak tez wdziecznosc za ich dar. Tam jednak, > gdzie dostrzegl kopie lub nasladownictwa znanych sobie oryginalow, > powiedzial o tym glosno, uwazajac to za obowiazek historyka sztuki.
Toz to oczywiste chyba. Odbiorcy powinni sie dawn zbuntowac jesli wciaz sa watpliwosci co oryginal a co plagiat. . . . . . . . . . . Przed trybunaly Czlonkowie zarzadu fundacji Arteks i Rady Naukowej Muzeum Kolekcji nie (..) Wybrali wariant silowy. Sprobowali zmusic
> majacych swe zdanie uczonych, by wyrazone sady odwolali, przeprosili > publicznie i zamilkli. Opisujac uzyte przez dr. Porczynskiego i prof. > Kwiatkowskiego metody, a takze zainicjowana przez nich (choc przeciez nie > kierowana) kampanie w mediach, trudno zachowac kolejnosc zdarzen. Sprawa > ciagnie sie od wielu lat, przygasa i odzywa na nowo. Nie zakonczyla jej > smierc Zbigniewa Karola Porczynskiego (1998), bowiem jego dzielo trwa, a > zwiazane z nim zagadki bynajmniej nie zostaly wyjasnione. > Tekst, opublikowany w dzienniku "Nowy Swiat" 13 stycznia 1993, podpisany > przez prof. Kwiatkowskiego i innych czlonkow Rady Naukowej Muzeum, nosi > tytul "Kto poluje na Kolekcje im. Jana Pawla II?". (..)
Rada Naukowa Museum nie jest w stanie okreslic wartosci i autorstwa dziela? Co to znowu za cyrk?
> Widac, ze profesorowie z Rady powtorzyli po prostu to, co im darczynca > podal jako prawde.
Toz to chyba sprawa procedury ze wartosc darowizny, ktora liczy sie na miliony, a ktora latwo oszukac ( w Polsce) nalezy wycenic. Co to a jungla.
> Wiele osob, stykajac sie z Porczynskim, postepowalo tak > samo. Zostal on uznany raz na zawsze za czlowieka o wielkich zaslugach dla > narodu; dzialalnosc jego polaczono z imieniem Jana Pawla II. Sprawdzanie > takich ludzi jest niewlasciwe, a takze niewygodne.
Jak to niewlasciwe? Teraz jest bardzo konieczne, chyba ze kolejne serie dyrektorow i ministrow beda sobie stroic zarty z ich urzedow. Taka logika obowiazuje w kastach ale nie w otwartym spolecznestwie.
> W dzienniku "Nowa Europa" Porczynski powiadomil, ze "Morka jest przez > kogos oplacany, ujawnie to w swoim czasie". Nigdy do tego "ujawnienia" nie > doszlo ani do tego, co kolekcjoner zapowiadal pozniej w Radiu Maryja - ze > "w przyszlosci bedzie opublikowane nazwisko i rodowod pana Morki".
Radio Maryja w tym rynsztoczku.
> Nie wiem, kto tekst ulozyl, w kazdym razie dr Porczynski dysponowal > pozniej ta kartka i sam ja uzupelnial. Mowa tam byla o "zacieklym ataku na > unikalny w Polsce zbior dziel sztuki i jego tworcow". Wsrod sygnatariuszy > znalezli sie miedzy innymi Aleksander Krawczuk, Izabela Cywinska, Jerzy > Goral i Andrzej Zakrzewski - czterej byli i przyszli ministrowie kultury. > Do Instytutu Sztuki PAN przychodza listy ze zlorzeczeniami; mowa w nich o > "niszczeniu kultury polskiej" i "bezczeszczeniu dobr narodu".
No nie. Wycielam fragment, w ktortym opisywano ze autoportret Rembranta rowniez wciskano w formie kopii. Jakkolwiek tym roznym argumentom brakuje ekspertyzy. Sam fakt ze autoportret Rembranda jest jeszcze gdzie indziej o niczym nie swiadczy. Swiadczy o nieobyciu naszych ekspertow, ministrow dyrektorow i ekspertow od sztuki
> Listy takie > trafiaja rowniez do prasy oraz do najrozmaitszych urzedow panstwowych. Na > promocji ksiazki Morki i Miliszkiewicza pojawila sie grupa halasliwych > osob, krzyczacych: "Kto ci za to placi?".
Za to placi sie rozsadkiem i honorem zaszczytnych osob, ktore wplatano w sprawe wciskania ludziom kitu w formie kopii slawnych oryginalow. Prawdopobnie zadna z tych osob nie wymagala okupu, co jest unikalne w smierdzacym scenariuszu. Inne machloje obrazami to sprawa o gruba forse. Ciekawa jestem dlaczego nikt jeszcze nie mowi tu o plagiacie - Jesli kopie wystawia sie w miejsce oryginalu a jeszcze nie wyjasnia sie tego pod wplywem kwestionowania autentycznosci dziel, toz to jest przestepstwo. Wciaz brakuje ekspertow od przestepstw w Polsce:) Certola sie zamiast nazwac spawe po imieniu.E
Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo represjonowac, tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie oraz pozbawianiem stanowisk pracy. W koncu niczym innym jak wlasnie przede wszystkim zla wola ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja, wlacznie z egoistycznym pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego poprzez tania krytyke, a przeciez negatywne skutki spoleczne takiego dzialania sa powazne, jako podwazajace autorytet moralnych, religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i prestiz panstwa oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co niechybnie zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko. Nawet gdyby niektore 'dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to powaznym problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla uczciwa i niewzruszona, gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla fundacji ze strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze autentyczne, a sama idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego propagowania, jako wysoka wartosc sama w sobie. W moich oczach spoleczny rachunek strat i zyskow poprzez zniszczenie wizerunku fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej ochrona.
Pozdrowienia,
Andrzej S.
"Emilia Wisniewska" <art...@bellatlantic.net> wrote in message
> Probuje zrobic kwintesencje tego dreszczowca, ktory podaje tu pan Kleczkowski. > Zaiste podobne to do wyczynow innych wielkich Fundacji sprzedajacych sztuke. > Tyle ze na 'zgnilym zachodzie' ludzie ida do wiezenia za oszustwa. > Ja tylko czytalam ostatnio, ze tak sie zakoczyly machloje Fundacji Malborough > z Anglii, ktora sprzedawala dziela amerykanskich (znaczy tez niemal automatycznie > - srodkowo europejskich) artystow. > Poza tym wplatanie w to Urzedu Papieskiego i czerech Ministrow Sztuki > jest zapewne sztuka sama w sobie. Artykul przypisuje te manipulacje samemu
ofiarodawcy, ale tego nie
> ma juz, zapewne nie moze on sie bronic az tak > skutecznie kiedy juz go nie ma. Jednak jest prawdopodobne ze ofiarodawca > byl poczatkowo naiwny a pozniej nie chcial sie zblaznic prawda, i ze > to inne osoby zerowaly na machlojach; albo ze wszyscy nowobogatcy
> Narazie przedmiotem intrygi nie sa jednak ogromniaste pieniadze > (chyba ze do tego sie jeszcze nie dokopano), ale wciskanie odbiorcom kitu > i kreowanie falszywej fasady dla kolecji i ofiarodawcy. > Jesli ofiarodawca ma dzieci a sam jest w miare czysty to dzieci > zapewne obronilyby jego imie. > Teraz, kiedy ludzie sie w koncu zaczna na czyms tam znac, pokazywanie > marnych kopii zamiast oryginalow juz nie przejdzie. > Artykul nie wyjasnia jednoznacznie skad ten zaped do faszowania > u samego ofiarodawcy. Jesli bylby w pelni swiadomy oszustwa > /co naprawde mozna juz podejrzewac/, to wszelkie honory, ktore sobie > przypisal powinny byc proporcjonalnie oslabione ( tu sie oczywiscie > pojawia problem z krzyzem zaslugi - jak go podzielic na kawalki?). > A kopie obrazow powinny byc pokazywane w piwnicy jako > kuriosom okresu przejsciowego w Polsce. > Toz to tyle artystow w Srodmiesciu Warszawy, dla ktorych odroznienie > kopii od oryginalu to pestka. Jak dlugo mozna tak ordynarnie wciskac kit. > Pokazywanie kopii zamiast oryginalu bez zidentyfikowania, ze to kopia jest > przeciez przestestwem w cywilizowanym kraju. > Leszek Andrzej Kleczkowski wrote za GW > > KOLEKCJA NASZYCH MARZEN (....) > > W imieniu Muzeum Kolekcji im. Jana Pawla II adwokat Zdzislaw > > Czeszejko-Sochacki napisal do redaktora naczelnego "BHS" prof. Jerzego > > Kowalczyka, ze "w razie dopuszczenia do publikacji, wbrew dobrej wierze i > > dostepnym zrodlom, artykulu mogacego wyrzadzic materialne i moralne > > straty, Muzeum zastrzega sobie dochodzenie na drodze sadowej odpowiedniej > > ochrony prawnej dobr i odszkodowania". Zwlaszcza slowo "odszkodowanie" > > brzmialo groznie. Zapowiadalo finansowe represje za wyglaszanie > > naukowych pogladow. > > W listach do redakcji "BHS" Porczynski zadal, by Morka oparl sie w swym > > artykule na ekspertyzach sporzadzonych przez domy aukcyjne, od ktorych > > kupowal obrazy. Morka uwaza, ze jego zrodla informacji sa bardziej pewne > > niz te, za ktore placili marszandzi. Spostrzegl takze, ze niektore obrazy > > w Kolekcji zostaly awansowane w stosunku do tego, jak je na aukcjach > > okreslano. Na przyklad "Sw. Maria Magdalena z dwoma aniolami", > > prezentowana na pl. Bankowym jako dzielo Andrei Sacchiego (1599-1669), > > wystawiona byla na sprzedaz tylko jako "przypisywana" temu artyscie. > To zapewne duza roznica. Muzea sa pelne obrazow artystow anonimowych; natomist nie > posluguja sie "przypisywanym autorstwem", jak sadze wlasnie ze wzgledow legalnych. > Jedno wydaje sie oczywiste ze to dzielo jest innego autora. > > Okazalo sie tez, ze Morka zna kwoty, na jakie szacowano na aukcjach > > niektore z obrazow, wlaczonych do Kolekcji. Sa one czasem rzedu kilkuset > > funtow, co niezbicie dowodzi, ze byly sprzedawane, a takze kupowane jako > > niskiej klasy kopie. Oryginalne dzielo kosztowaloby tysiac razy wiecej. > Tutaj chyba mozna zebrac dowody na to, ktora akcja ofiarodawcy jest falszerstwem. > Nie odrozniane kopii od oryginalu Rembranta i ryzykowanie taka dyskuja jesli nie legalna > dyskwalifikacja wartosci kolekcji wyglada dosc dyletancko. > ( oszusci zwykle manipuluja sama wycena rozniaca sie na miliony, > ale nie plagiatowaniem, jako ze to juz bardzo grubymi nicmi szyte) > > O wielu obrazach z Kolekcji dr Morka wyrazal sie jednak w artykule z > > uznaniem. Podkreslal tez swoj "ogromny szacunek" dla kolekcjonerskiej > > pasji panstwa Porczynskich, jak tez wdziecznosc za ich dar. Tam jednak, > > gdzie dostrzegl kopie lub nasladownictwa znanych sobie oryginalow, > > powiedzial o tym glosno, uwazajac to za obowiazek historyka sztuki. > Toz to oczywiste chyba. Odbiorcy powinni sie dawn zbuntowac jesli wciaz sa > watpliwosci co oryginal a co plagiat. > . . . . . . . . . . Przed trybunaly > Czlonkowie zarzadu fundacji Arteks i Rady Naukowej Muzeum Kolekcji nie > (..) Wybrali wariant silowy. Sprobowali zmusic > > majacych swe zdanie uczonych, by wyrazone sady odwolali, przeprosili > > publicznie i zamilkli. Opisujac uzyte przez dr. Porczynskiego i prof. > > Kwiatkowskiego metody, a takze zainicjowana przez nich (choc przeciez nie > > kierowana) kampanie w mediach, trudno zachowac kolejnosc zdarzen. Sprawa > > ciagnie sie od wielu lat, przygasa i odzywa na nowo. Nie zakonczyla jej > > smierc Zbigniewa Karola Porczynskiego (1998), bowiem jego dzielo trwa, a > > zwiazane z nim zagadki bynajmniej nie zostaly wyjasnione. > > Tekst, opublikowany w dzienniku "Nowy Swiat" 13 stycznia 1993, podpisany > > przez prof. Kwiatkowskiego i innych czlonkow Rady Naukowej Muzeum, nosi > > tytul "Kto poluje na Kolekcje im. Jana Pawla II?". (..) > Rada Naukowa Museum nie jest w stanie okreslic wartosci i autorstwa dziela? > Co to znowu za cyrk? > > Widac, ze profesorowie z Rady powtorzyli po prostu to, co im darczynca > > podal jako prawde. > Toz to chyba sprawa procedury ze wartosc darowizny, ktora liczy sie na
> oszukac ( w Polsce) nalezy wycenic. Co to a jungla. > > Wiele osob, stykajac sie z Porczynskim, postepowalo tak > > samo. Zostal on uznany raz na zawsze za czlowieka o wielkich zaslugach dla > > narodu; dzialalnosc jego polaczono z imieniem Jana Pawla II. Sprawdzanie > > takich ludzi jest niewlasciwe, a takze niewygodne. > Jak to niewlasciwe? Teraz jest bardzo konieczne, chyba ze kolejne serie > dyrektorow i ministrow beda sobie stroic zarty z ich urzedow. > Taka logika obowiazuje w kastach ale nie w otwartym spolecznestwie. > > W dzienniku "Nowa Europa" Porczynski powiadomil, ze "Morka jest przez > > kogos oplacany, ujawnie to w swoim czasie". Nigdy do tego "ujawnienia" nie > > doszlo ani do tego, co kolekcjoner zapowiadal pozniej w Radiu Maryja - ze > > "w przyszlosci bedzie opublikowane nazwisko i rodowod pana Morki". > Radio Maryja w tym rynsztoczku. > > Nie wiem, kto tekst ulozyl, w kazdym razie dr Porczynski dysponowal > > pozniej ta kartka i sam ja uzupelnial. Mowa tam byla o "zacieklym ataku na > > unikalny w Polsce zbior dziel sztuki i jego tworcow". Wsrod sygnatariuszy > > znalezli sie miedzy innymi Aleksander Krawczuk, Izabela Cywinska, Jerzy > > Goral i Andrzej Zakrzewski - czterej byli i przyszli ministrowie kultury. > > Do Instytutu Sztuki PAN przychodza listy ze zlorzeczeniami; mowa w nich o > > "niszczeniu kultury polskiej" i "bezczeszczeniu dobr narodu". > No nie. Wycielam fragment, w ktortym opisywano ze autoportret Rembranta
rowniez wciskano w formie
> kopii. Jakkolwiek tym roznym argumentom brakuje ekspertyzy. Sam fakt ze
> jeszcze gdzie indziej o niczym nie swiadczy. > Swiadczy o nieobyciu naszych ekspertow, ministrow dyrektorow i ekspertow od sztuki > > Listy takie > > trafiaja rowniez do prasy oraz do najrozmaitszych urzedow panstwowych. Na > > promocji ksiazki Morki i Miliszkiewicza pojawila sie grupa halasliwych > > osob, krzyczacych: "Kto ci za to placi?". > Za to placi sie rozsadkiem i honorem zaszczytnych osob, ktore wplatano w sprawe > wciskania ludziom kitu w formie kopii slawnych oryginalow. Prawdopobnie zadna > z tych osob nie wymagala okupu, co jest unikalne w smierdzacym scenariuszu. > Inne machloje obrazami to sprawa o gruba forse. > Ciekawa jestem dlaczego nikt jeszcze nie mowi tu o plagiacie - Jesli kopie
wystawia sie w miejsce
> oryginalu a jeszcze nie wyjasnia sie tego pod wplywem kwestionowania
: Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo : represjonowac, tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie : oraz pozbawianiem stanowisk pracy. W koncu niczym innym jak wlasnie : przede wszystkim zla wola ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja, : wlacznie z egoistycznym pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego : poprzez tania krytyke, a przeciez negatywne skutki spoleczne takiego : dzialania sa powazne, jako podwazajace autorytet moralnych, : religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i prestiz panstwa : oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co niechybnie : zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych : promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko. Nawet gdyby : niektore `dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to : powaznym problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla : uczciwa i niewzruszona, gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla : fundacji ze strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze : autentyczne, a sama idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego : propagowania, jako wysoka wartosc sama w sobie. W moich oczach : spoleczny rachunek strat i zyskow poprzez zniszczenie wizerunku : fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej ochrona.
Nie wiem, czy to na powaznie czy dla jaj Pan tak pisze, Panie Andrzeju. Na wszelki wypadek sie nie zgodze. Tylko Papiez jest nieomylny, a i tak Jego kwalifikacje tycza spraw religijnych, wiary i niewiary. Ja rozumiem, ze ktos cale zycie trwal w przekonaniu, ze np. Tycjan w jego posiadaniu to oryginal, ale nie znaczy to wcale, ze publika ma tez tak uwazac i ze jest to prawda najprawdziwsza, zatwierdzona do tego paragrafem karnym. Jeszcze za Jaruzelskiego moglbym uwazac, ze dyskredytacja waznosci niektorych obrazow w Kolekcji to dzielo komuszych knowan, ale nie dzisiaj.
Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie. Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
Leszek --- Smart questions to stupid answers Pisz z sensem - rob dwie spacje po kropce
Ja z natury rzeczy jestem bardzo interesownym czlowiekiem, to znaczy nic nie robie, co nie mialoby jakiejs wartosci wymiennej. Nie mam pojecia, jaka wartosc wymienna moze miec 'powaga'? Czy wie Pan cos na ten temat?
> Andrew Strak <abst...@accesswave.ca> wrote: > : Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo > : represjonowac, tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie > : oraz pozbawianiem stanowisk pracy. W koncu niczym innym jak wlasnie > : przede wszystkim zla wola ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja, > : wlacznie z egoistycznym pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego > : poprzez tania krytyke, a przeciez negatywne skutki spoleczne takiego > : dzialania sa powazne, jako podwazajace autorytet moralnych, > : religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i prestiz panstwa > : oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co niechybnie > : zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych > : promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko. Nawet gdyby > : niektore `dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to > : powaznym problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla > : uczciwa i niewzruszona, gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla > : fundacji ze strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze > : autentyczne, a sama idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego > : propagowania, jako wysoka wartosc sama w sobie. W moich oczach > : spoleczny rachunek strat i zyskow poprzez zniszczenie wizerunku > : fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej ochrona.
> Nie wiem, czy to na powaznie czy dla jaj Pan tak pisze, Panie Andrzeju. > Na wszelki wypadek sie nie zgodze. Tylko Papiez jest nieomylny, a i > tak Jego kwalifikacje tycza spraw religijnych, wiary i niewiary. Ja > rozumiem, ze ktos cale zycie trwal w przekonaniu, ze np. Tycjan w jego > posiadaniu to oryginal, ale nie znaczy to wcale, ze publika ma tez tak > uwazac i ze jest to prawda najprawdziwsza, zatwierdzona do tego > paragrafem karnym. Jeszcze za Jaruzelskiego moglbym uwazac, ze > dyskredytacja waznosci niektorych obrazow w Kolekcji to dzielo > komuszych knowan, ale nie dzisiaj.
> Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie. > Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika > podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy > oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej > stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
> Leszek > --- > Smart questions to stupid answers > Pisz z sensem - rob dwie spacje po kropce
:> Nie wiem, czy to na powaznie czy dla jaj Pan tak pisze, Panie :> Andrzeju. Na wszelki wypadek sie nie zgodze. /.../
: Ja z natury rzeczy jestem bardzo interesownym czlowiekiem, to znaczy : nic nie robie, co nie mialoby jakiejs wartosci wymiennej. Nie mam : pojecia, jaka wartosc wymienna moze miec 'powaga'? Czy wie Pan cos na : ten temat?
Zalezy. Pan mi wyglada na takiego, ktory potrafi tez byc dla jaj powazny. Twardy orzech do zgryzienia.:-)
Leszek --- Smart questions to stupid answers Pisz z sensem - rob dwie spacje po kropce
Wyglada to na prawdziwa afere! SLyszalam wczesniej o nieprawdziwosci jakis obrazow no ale "Darowanemu koniowi nie zaglad asie w zeby". Ale z tym brakiem tytulow naukowych to juz jest heca i to calkiem prawdopodobne no bo czy ktos kiedys slyszal o panu Porczynskim przed jego darowizna? Jaga
* Sent from RemarQ http://www.remarq.com The Internet's Discussion Network * The fastest and easiest way to search and participate in Usenet - Free!
> Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie. > Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika > podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy > oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej > stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
> Leszek
Alez dlaczego jest Pan taki antypubliczny i antyRubesowy? Publika podziwia obraz, a skoro obraz nie jest Rubensa, tym lepjej dla Rubensa, przeciez inaczej publika by go nie podziwiala. Nie kazde panstwo moze sobie pozwolic na orginalnego Rubensa, wiec chce Pan pozbawiac publike ubogich krajow podziwiania obrazow Rubensa? Chce Pan aby biedni obywatele wydawali cenne dewizy bogatym krajom tylko dlatego ze bogate kraje moga sobie pozwolic na orginaly? Krytykowanie kolekcji Porczynskich to nie tylko sabotaz ekonomiczny, ale i zdrada "swoich" biednych na rzecz "obcych" i bogatych i tak wlasnie powinna byc traktowana przez prawo. Opinie kto jest autorem obrazow powinna wydawac specjalna komisja rzadowa, ktorej celem jest dobro narodu, a nie wspomaganie obcych bogatych krajow.
Wydaje mi sie, ze przypuszczalnej "powagi" obluda narodu jest tu wartoscia wymienna. Émigré pragnacy wykupic sobie niesmiertelnosc" w pamieci rodaków, w czesci, moneta falszywa.
C.
"Andrew Strak" <abst...@accesswave.ca> wrote in message
> Ja z natury rzeczy jestem bardzo interesownym czlowiekiem, to znaczy nic nie > robie, co nie mialoby jakiejs wartosci wymiennej. Nie mam pojecia, jaka > wartosc wymienna moze miec 'powaga'? Czy wie Pan cos na ten temat?
> Pozdrowienia,
> Andrzej S.
> "Leszek Andrzej Kleczkowski" <lakle...@bioslave.uio.no> wrote in message > news:8gr8g0$1lk$1@readme.uio.no... > > Andrew Strak <abst...@accesswave.ca> wrote: > > : Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo > > : represjonowac, tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie > > : oraz pozbawianiem stanowisk pracy. W koncu niczym innym jak wlasnie > > : przede wszystkim zla wola ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja, > > : wlacznie z egoistycznym pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego > > : poprzez tania krytyke, a przeciez negatywne skutki spoleczne takiego > > : dzialania sa powazne, jako podwazajace autorytet moralnych, > > : religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i prestiz panstwa > > : oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co niechybnie > > : zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych > > : promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko. Nawet gdyby > > : niektore `dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to > > : powaznym problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla > > : uczciwa i niewzruszona, gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla > > : fundacji ze strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze > > : autentyczne, a sama idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego > > : propagowania, jako wysoka wartosc sama w sobie. W moich oczach > > : spoleczny rachunek strat i zyskow poprzez zniszczenie wizerunku > > : fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej ochrona.
> > Nie wiem, czy to na powaznie czy dla jaj Pan tak pisze, Panie Andrzeju. > > Na wszelki wypadek sie nie zgodze. Tylko Papiez jest nieomylny, a i > > tak Jego kwalifikacje tycza spraw religijnych, wiary i niewiary. Ja > > rozumiem, ze ktos cale zycie trwal w przekonaniu, ze np. Tycjan w jego > > posiadaniu to oryginal, ale nie znaczy to wcale, ze publika ma tez tak > > uwazac i ze jest to prawda najprawdziwsza, zatwierdzona do tego > > paragrafem karnym. Jeszcze za Jaruzelskiego moglbym uwazac, ze > > dyskredytacja waznosci niektorych obrazow w Kolekcji to dzielo > > komuszych knowan, ale nie dzisiaj.
> > Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to > > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od > > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie. > > Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika > > podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy > > oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej > > stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
> > Leszek > > --- > > Smart questions to stupid answers > > Pisz z sensem - rob dwie spacje po kropce
> > Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to > > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od > > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie. > > Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika > > podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy > > oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej > > stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
> > Leszek
> Alez dlaczego jest Pan taki antypubliczny i antyRubesowy? > Publika podziwia obraz, a skoro obraz nie jest Rubensa, tym lepjej dla > Rubensa, > przeciez inaczej publika by go nie podziwiala. > Nie kazde panstwo moze sobie pozwolic na orginalnego Rubensa, wiec chce > Pan pozbawiac publike ubogich krajow podziwiania obrazow Rubensa? > Chce Pan aby biedni obywatele wydawali cenne dewizy bogatym krajom > tylko dlatego ze bogate kraje moga sobie pozwolic na orginaly? > Krytykowanie kolekcji Porczynskich to nie tylko sabotaz ekonomiczny, > ale i zdrada "swoich" biednych na rzecz "obcych" i bogatych i tak wlasnie > powinna byc traktowana przez prawo. Opinie kto jest autorem obrazow > powinna wydawac specjalna komisja rzadowa, ktorej celem > jest dobro narodu, a nie wspomaganie obcych bogatych krajow.
> Zalek
Panie Zelku, odbieram to jako ironie, ale nie jestem pewien, bo Pana dobrze nie znam.
1. Plebianie sa naiwni, a o forse tu chodzi? 2. Zdrada "swoich" aferzystów? 3. By rzad nosa nie wtykal w sprawy autorstwa rzekomych "dziel artystycznych?
> > > Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to > > > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od > > > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub > nie. > > > Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika > > > podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy > > > oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej > > > stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
> > > Leszek
> > Alez dlaczego jest Pan taki antypubliczny i antyRubesowy? > > Publika podziwia obraz, a skoro obraz nie jest Rubensa, tym lepjej dla > > Rubensa, > > przeciez inaczej publika by go nie podziwiala. > > Nie kazde panstwo moze sobie pozwolic na orginalnego Rubensa, wiec chce > > Pan pozbawiac publike ubogich krajow podziwiania obrazow Rubensa? > > Chce Pan aby biedni obywatele wydawali cenne dewizy bogatym krajom > > tylko dlatego ze bogate kraje moga sobie pozwolic na orginaly? > > Krytykowanie kolekcji Porczynskich to nie tylko sabotaz ekonomiczny, > > ale i zdrada "swoich" biednych na rzecz "obcych" i bogatych i tak wlasnie > > powinna byc traktowana przez prawo. Opinie kto jest autorem obrazow > > powinna wydawac specjalna komisja rzadowa, ktorej celem > > jest dobro narodu, a nie wspomaganie obcych bogatych krajow.
> > Zalek
> Panie Zelku, odbieram to jako ironie, ale nie jestem pewien, bo Pana dobrze > nie znam.
Oczywiscie ze nie napisalem tego powaznie. Ale to sa najpowazniejsze argumenty
za wprowadzeniem cenzury. Trzeba wybrac - albo prawde albo "idee" ktora prawda moze zniszczyc. Zakladam ze wcale o zadne pieniadze nie chodzilo.
> Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie.
Prosze sobie wyobrazic, panie Leszku, kiedys nabylem kopie El Greco Portret szlachcica z dlonia na piersi (taka przydluga nazwe ma toto w oryginale). Nabylem mowiac szczerze dla samych ram, bo ramy piekielnie drogie i musial bym placic prawdopodobnie 5X wiecej za same ramy niz za ramy z "przodkiem". Potem jakos zapomnialem o tych ramach i portrecie. Natomiast bedac w Prado, natknalem sie na oryginal. Bylo to tuz przed zamknieciem Prado, sala byla nieomal pusta. Zblizyl sie do mnie jeden z przewodnikow i konspiracyjnie rozgladajac sie czy nikt nie widzi kiwnal na mnie, abym zblizyl sie do portretu. Kiedy stanalem obok niego, uniosl lekko dol obrazu do gory i pokazal mi mala plakietke przymocowana do sciany pod obrazem. Hiszpanskojezyczny napis brzmial: "Ten portret jest niestety tylko kopia znakomitego dziela El Greco, ktorego oryginal jest w posiadaniu pewnego malzenstwa z new Jersey". Przewodnik pokiwal glowa i opuscil delikatnie obraz, ktory zaslonil napowrot plakietke. :) sp
> > > > Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to > > > > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od > > > > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub > > nie. > > > > Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika > > > > podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy > > > > oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej > > > > stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
> > > > Leszek
> > > Alez dlaczego jest Pan taki antypubliczny i antyRubesowy? > > > Publika podziwia obraz, a skoro obraz nie jest Rubensa, tym lepjej dla > > > Rubensa, > > > przeciez inaczej publika by go nie podziwiala. > > > Nie kazde panstwo moze sobie pozwolic na orginalnego Rubensa, wiec chce > > > Pan pozbawiac publike ubogich krajow podziwiania obrazow Rubensa? > > > Chce Pan aby biedni obywatele wydawali cenne dewizy bogatym krajom > > > tylko dlatego ze bogate kraje moga sobie pozwolic na orginaly? > > > Krytykowanie kolekcji Porczynskich to nie tylko sabotaz ekonomiczny, > > > ale i zdrada "swoich" biednych na rzecz "obcych" i bogatych i tak wlasnie > > > powinna byc traktowana przez prawo. Opinie kto jest autorem obrazow > > > powinna wydawac specjalna komisja rzadowa, ktorej celem > > > jest dobro narodu, a nie wspomaganie obcych bogatych krajow.
> > > Zalek
> > Panie Zelku, odbieram to jako ironie, ale nie jestem pewien, bo Pana dobrze > > nie znam.
> Oczywiscie ze nie napisalem tego powaznie. Ale to sa najpowazniejsze argumenty
> za wprowadzeniem cenzury. Trzeba wybrac - albo prawde albo "idee" ktora > prawda moze zniszczyc. > Zakladam ze wcale o zadne pieniadze nie chodzilo.
> Zalek
Bardzo trafnie ujete, Panie Zalku. Lecz co jest zatem 'prawda' i czy z taka - jak w koncu ta niezbyt skomplikowana lecz bardzo wymowna historyjka uczy - kiedykolwiek tak naprawde do czynienia mamy? Tak wiec, czy jej odwrotnoscia jest 'klamstwo', rownie chwiejne jak i ona sama?
"Andrew Strak" <abst...@accesswave.ca> wrote: >Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo represjonowac, >tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie oraz pozbawianiem >stanowisk pracy.
...Owo "poddawanie krytyce", to juz sie nie miesci w ramach _wolnosci wypowiedzi_, o ktorej niedawno, przy innej okazji na tym forum rozmawialismy???:-)
Oj, alez zartownis z Pana, Panie Andrzeju.:-)
>W koncu niczym innym jak wlasnie przede wszystkim zla wola >ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja, wlacznie z egoistycznym >pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego poprzez tania krytyke, a przeciez >negatywne skutki spoleczne takiego dzialania sa powazne, jako podwazajace >autorytet moralnych, religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i >prestiz panstwa oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co >niechybnie zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych >promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko.
Jejku...
To tez nie jest serio, prawda?:-)
>Nawet gdyby niektore >'dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to powaznym >problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla uczciwa i >niewzruszona,
Teraz zupelnie na powaznie: fakt, ze jednak w kolekcji panstwa Porczynskich znajduja sie takze /moze nawet w wiekszosci/ oryginaly i to niemalej wartosci, przemawia za tym, iz ofiarodawcy mieli czyste intencje. To wi\ec, co mozna przeczytac w artykule Oseki, to sa niepotrzebne spekulacje.
Inna sprawa, ze prowokuje do takiego spekulowania zupelnie dla mnie niezrozumialy upor obroncow Z.Porczynskiego, sprzeciwiajacych sie poddania eksponatow eksertyzie przez niezaangazowanych, bezstronnych i uznanych historykow sztuki. Zgadzam sie z Panem, ze nawet gdyby ich ocena potwierdzila dotychczasowe 'ogledziny', to nie obnizylo by to wartosci /pozamaterialnej/ gestu Porczynskich oraz rangi calego przedsiewziecia, ani tez nie osmieszylo ludzi sprawie sprzyjajacych.
>gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla fundacji ze >strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze autentyczne, a sama >idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego propagowania, jako wysoka
^^^^^^^
>wartosc sama w sobie.
Gest rzeczywiscie szlachetny, poparcie prominentow - godne uznania. Tylko wlasnie -- _az_ "legenda"?...
>W moich oczach spoleczny rachunek strat i zyskow >poprzez zniszczenie wizerunku fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej >ochrona.
Panie Andrzeju, szczerze mowiac, to juz nie wiem, czy teraz Pan zartuje...
>"Emilia Wisniewska" <art...@bellatlantic.net> wrote in message >news:39306529.8FC7EAB@bellatlantic.net... >> Probuje zrobic kwintesencje tego dreszczowca, ktory podaje tu pan >Kleczkowski. >> Zaiste podobne to do wyczynow innych wielkich Fundacji sprzedajacych >sztuke. >> Tyle ze na 'zgnilym zachodzie' ludzie ida do wiezenia za oszustwa. >> Ja tylko czytalam ostatnio, ze tak sie zakoczyly machloje Fundacji >Malborough >> z Anglii, ktora sprzedawala dziela amerykanskich (znaczy tez niemal >automatycznie >> - srodkowo europejskich) artystow. >> Poza tym wplatanie w to Urzedu Papieskiego i czerech Ministrow Sztuki >> jest zapewne sztuka sama w sobie. Artykul przypisuje te manipulacje samemu >ofiarodawcy, ale tego nie >> ma juz, zapewne nie moze on sie bronic az tak >> skutecznie kiedy juz go nie ma. Jednak jest prawdopodobne ze ofiarodawca >> byl poczatkowo naiwny a pozniej nie chcial sie zblaznic prawda, i ze >> to inne osoby zerowaly na machlojach; albo ze wszyscy nowobogatcy >kolekcjonerzy w Polsce sa naiwni. >> Narazie przedmiotem intrygi nie sa jednak ogromniaste pieniadze >> (chyba ze do tego sie jeszcze nie dokopano), ale wciskanie odbiorcom kitu >> i kreowanie falszywej fasady dla kolecji i ofiarodawcy. >> Jesli ofiarodawca ma dzieci a sam jest w miare czysty to dzieci >> zapewne obronilyby jego imie. >> Teraz, kiedy ludzie sie w koncu zaczna na czyms tam znac, pokazywanie >> marnych kopii zamiast oryginalow juz nie przejdzie. >> Artykul nie wyjasnia jednoznacznie skad ten zaped do faszowania >> u samego ofiarodawcy. Jesli bylby w pelni swiadomy oszustwa >> /co naprawde mozna juz podejrzewac/, to wszelkie honory, ktore sobie >> przypisal powinny byc proporcjonalnie oslabione ( tu sie oczywiscie >> pojawia problem z krzyzem zaslugi - jak go podzielic na kawalki?). >> A kopie obrazow powinny byc pokazywane w piwnicy jako >> kuriosom okresu przejsciowego w Polsce. >> Toz to tyle artystow w Srodmiesciu Warszawy, dla ktorych odroznienie >> kopii od oryginalu to pestka. Jak dlugo mozna tak ordynarnie wciskac kit. >> Pokazywanie kopii zamiast oryginalu bez zidentyfikowania, ze to kopia jest >> przeciez przestestwem w cywilizowanym kraju. >> Leszek Andrzej Kleczkowski wrote za GW >> > KOLEKCJA NASZYCH MARZEN (....) >> > W imieniu Muzeum Kolekcji im. Jana Pawla II adwokat Zdzislaw >> > Czeszejko-Sochacki napisal do redaktora naczelnego "BHS" prof. Jerzego >> > Kowalczyka, ze "w razie dopuszczenia do publikacji, wbrew dobrej wierze >i >> > dostepnym zrodlom, artykulu mogacego wyrzadzic materialne i moralne >> > straty, Muzeum zastrzega sobie dochodzenie na drodze sadowej >odpowiedniej >> > ochrony prawnej dobr i odszkodowania". Zwlaszcza slowo "odszkodowanie" >> > brzmialo groznie. Zapowiadalo finansowe represje za wyglaszanie >> > naukowych pogladow. >> > W listach do redakcji "BHS" Porczynski zadal, by Morka oparl sie w swym >> > artykule na ekspertyzach sporzadzonych przez domy aukcyjne, od ktorych >> > kupowal obrazy. Morka uwaza, ze jego zrodla informacji sa bardziej pewne >> > niz te, za ktore placili marszandzi. Spostrzegl takze, ze niektore >obrazy >> > w Kolekcji zostaly awansowane w stosunku do tego, jak je na aukcjach >> > okreslano. Na przyklad "Sw. Maria Magdalena z dwoma aniolami", >> > prezentowana na pl. Bankowym jako dzielo Andrei Sacchiego (1599-1669), >> > wystawiona byla na sprzedaz tylko jako "przypisywana" temu artyscie. >> To zapewne duza roznica. Muzea sa pelne obrazow artystow anonimowych; >natomist nie >> posluguja sie "przypisywanym autorstwem", jak sadze wlasnie ze wzgledow >legalnych. >> Jedno wydaje sie oczywiste ze to dzielo jest innego autora. >> > Okazalo sie tez, ze Morka zna kwoty, na jakie szacowano na aukcjach >> > niektore z obrazow, wlaczonych do Kolekcji. Sa one czasem rzedu kilkuset >> > funtow, co niezbicie dowodzi, ze byly sprzedawane, a takze kupowane jako >> > niskiej klasy kopie. Oryginalne dzielo kosztowaloby tysiac razy wiecej. >> Tutaj chyba mozna zebrac dowody na to, ktora akcja ofiarodawcy jest >falszerstwem. >> Nie odrozniane kopii od oryginalu Rembranta i ryzykowanie taka dyskuja >jesli nie legalna >> dyskwalifikacja wartosci kolekcji wyglada dosc dyletancko. >> ( oszusci zwykle manipuluja sama wycena rozniaca sie na miliony, >> ale nie plagiatowaniem, jako ze to juz bardzo grubymi nicmi szyte) >> > O wielu obrazach z Kolekcji dr Morka wyrazal sie jednak w artykule z >> > uznaniem. Podkreslal tez swoj "ogromny szacunek" dla kolekcjonerskiej >> > pasji panstwa Porczynskich, jak tez wdziecznosc za ich dar. Tam jednak, >> > gdzie dostrzegl kopie lub nasladownictwa znanych sobie oryginalow, >> > powiedzial o tym glosno, uwazajac to za obowiazek historyka sztuki. >> Toz to oczywiste chyba. Odbiorcy powinni sie dawn zbuntowac jesli wciaz sa >> watpliwosci co oryginal a co plagiat. >> . . . . . . . . . . Przed trybunaly >> Czlonkowie zarzadu fundacji Arteks i Rady Naukowej Muzeum Kolekcji nie >> (..) Wybrali wariant silowy. Sprobowali zmusic >> > majacych swe zdanie uczonych, by wyrazone sady odwolali, przeprosili >> > publicznie i zamilkli. Opisujac uzyte przez dr. Porczynskiego i prof. >> > Kwiatkowskiego metody, a takze zainicjowana przez nich (choc przeciez >nie >> > kierowana) kampanie w mediach, trudno zachowac kolejnosc zdarzen. Sprawa >> > ciagnie sie od wielu lat, przygasa i odzywa na nowo. Nie zakonczyla jej >> > smierc Zbigniewa Karola Porczynskiego (1998), bowiem jego dzielo trwa, a >> > zwiazane z nim zagadki bynajmniej nie zostaly wyjasnione. >> > Tekst, opublikowany w dzienniku "Nowy Swiat" 13 stycznia 1993, podpisany >> > przez prof. Kwiatkowskiego i innych czlonkow Rady Naukowej Muzeum, nosi >> > tytul "Kto poluje na Kolekcje im. Jana Pawla II?". (..) >> Rada Naukowa Museum nie jest w stanie okreslic wartosci i autorstwa >dziela? >> Co to znowu za cyrk? >> > Widac, ze profesorowie z Rady powtorzyli po prostu to, co im darczynca >> > podal jako prawde. >> Toz to chyba sprawa procedury ze wartosc darowizny, ktora liczy sie na >miliony, a ktora latwo >> oszukac ( w Polsce) nalezy wycenic. Co to a jungla. >> > Wiele osob, stykajac sie z Porczynskim, postepowalo tak >> > samo. Zostal on uznany raz na zawsze za czlowieka o wielkich zaslugach >dla >> > narodu; dzialalnosc jego polaczono z imieniem Jana Pawla II. Sprawdzanie >> > takich ludzi jest niewlasciwe, a takze niewygodne. >> Jak to niewlasciwe? Teraz jest bardzo konieczne, chyba ze kolejne serie >> dyrektorow i ministrow beda sobie stroic zarty z ich urzedow. >> Taka logika obowiazuje w kastach ale nie w otwartym spolecznestwie. >> > W dzienniku "Nowa Europa" Porczynski powiadomil, ze "Morka jest przez >> > kogos oplacany, ujawnie to w swoim czasie". Nigdy do tego "ujawnienia" >nie >> > doszlo ani do tego, co kolekcjoner zapowiadal pozniej w Radiu Maryja - >ze >> > "w przyszlosci bedzie opublikowane nazwisko i rodowod pana Morki". >> Radio Maryja w tym rynsztoczku. >> > Nie wiem, kto tekst ulozyl, w kazdym razie dr Porczynski dysponowal >> > pozniej ta kartka i sam ja uzupelnial. Mowa tam byla o "zacieklym ataku >na >> > unikalny w Polsce zbior dziel sztuki i jego tworcow". Wsrod >sygnatariuszy >> > znalezli sie miedzy innymi Aleksander Krawczuk, Izabela Cywinska, Jerzy >> > Goral i Andrzej Zakrzewski - czterej byli i przyszli ministrowie >kultury. >> > Do Instytutu Sztuki PAN przychodza
> >Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo represjonowac, > >tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie oraz pozbawianiem > >stanowisk pracy.
> ...Owo "poddawanie krytyce", to juz sie nie miesci w ramach _wolnosci > wypowiedzi_, o ktorej niedawno, przy innej okazji na tym forum > rozmawialismy???:-)
> Oj, alez zartownis z Pana, Panie Andrzeju.:-)
Staram sie byc serio, jak tylko moge, lecz zawsze mi sie cos niepoprawnego politycznie kojarzy.....
> >W koncu niczym innym jak wlasnie przede wszystkim zla wola > >ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja, wlacznie z egoistycznym > >pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego poprzez tania krytyke, a przeciez > >negatywne skutki spoleczne takiego dzialania sa powazne, jako podwazajace > >autorytet moralnych, religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i > >prestiz panstwa oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co > >niechybnie zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych > >promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko.
> Jejku...
> To tez nie jest serio, prawda?:-)
Zupelnie na serio, z tym, ze sam siebie na serio nie biore.
> >Nawet gdyby niektore > >'dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to powaznym > >problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla uczciwa i > >niewzruszona,
> Teraz zupelnie na powaznie: > fakt, ze jednak w kolekcji panstwa Porczynskich znajduja sie takze > /moze nawet w wiekszosci/ oryginaly i to niemalej wartosci, przemawia > za tym, iz ofiarodawcy mieli czyste intencje. > To wi\ec, co mozna przeczytac w artykule Oseki, to sa niepotrzebne > spekulacje.
Lecz jak w praktyce oddzielic ziarno od plew? W koncu spekulacja, to na ogol hipoteza, lub opinia, bez ciezaru dowowdowego, lecz od tego sie zwykle zaczyna. A wiec dlaczego 'niepotrzebna' :-).
> Inna sprawa, ze prowokuje do takiego spekulowania zupelnie dla mnie > niezrozumialy upor obroncow Z.Porczynskiego, sprzeciwiajacych sie > poddania eksponatow eksertyzie przez niezaangazowanych, bezstronnych i > uznanych historykow sztuki. > Zgadzam sie z Panem, ze nawet gdyby ich ocena potwierdzila > dotychczasowe 'ogledziny', to nie obnizylo by to wartosci > /pozamaterialnej/ gestu Porczynskich oraz rangi calego > przedsiewziecia, ani tez nie osmieszylo ludzi sprawie sprzyjajacych.
W tej sprawie jak i wielu 'uswieconych' innych, kazde podwazenie 'prawdy' jest herezja, obelga, wyzwaniem - jest bolem zadanym 'wierzacemu' w swoja 'prawde', ktora dla postronnych nie musi byc wcale ani prawda absolutna, ani nieprawda, lecz zbiorem faktow weryfikowalnych jak i legend. Lecz kazda proba weryfikacji w oczach wyznawcy moze byc rozumiana jako atak personalny z uwagi na glebie identywfikacji z obiektem kultu. Jak wowczas poradzic sobie z ekspertem? Najlatwiej poprzez dyskredytacje, zla wole, braki w osobowosci, kryminalnosc, po to aby wlasnie uniknac samej ekspertyzy (ktorej podswiadomie sie obawiamy) lub tez aby zniszczyc jej wiarygodnosc.
> >gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla fundacji ze > >strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze autentyczne, a sama > >idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego propagowania, jako wysoka > ^^^^^^^ > >wartosc sama w sobie.
> Gest rzeczywiscie szlachetny, poparcie prominentow - godne uznania. > Tylko wlasnie -- _az_ "legenda"?...
> >W moich oczach spoleczny rachunek strat i zyskow > >poprzez zniszczenie wizerunku fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej > >ochrona.
> Panie Andrzeju, szczerze mowiac, to juz nie wiem, czy teraz Pan > zartuje...
Oczywiscie, ze ironizuje. Lecz dla ludzi, ktorzy tak gleboko zaangazowali swoje emocje oraz autorytety a nawet kariery w sprawe, nie jest to bynajmniej sytuacja blaha jak i byc moze daleko poza ich granicami poczucia humoru. Lecz cala sytuacja jest w swoim wydzwieku znamienna, poniewaz ukazuje proces formowania sie wierzen, w tym i historycznych, jak i ich instytucjonalizacji w spoleczenstwie. Tak wiec dalej tkwie przy swoim stanowisku w sprawie wolnosci opinii i wypowiedzi :-).
> >"Emilia Wisniewska" <art...@bellatlantic.net> wrote in message > >news:39306529.8FC7EAB@bellatlantic.net... > >> Probuje zrobic kwintesencje tego dreszczowca, ktory podaje tu pan > >Kleczkowski. > >> Zaiste podobne to do wyczynow innych wielkich Fundacji sprzedajacych > >sztuke. > >> Tyle ze na 'zgnilym zachodzie' ludzie ida do wiezenia za oszustwa. > >> Ja tylko czytalam ostatnio, ze tak sie zakoczyly machloje Fundacji > >Malborough > >> z Anglii, ktora sprzedawala dziela amerykanskich (znaczy tez niemal > >automatycznie > >> - srodkowo europejskich) artystow. > >> Poza tym wplatanie w to Urzedu Papieskiego i czerech Ministrow Sztuki > >> jest zapewne sztuka sama w sobie. Artykul przypisuje te manipulacje samemu > >ofiarodawcy, ale tego nie > >> ma juz, zapewne nie moze on sie bronic az tak > >> skutecznie kiedy juz go nie ma. Jednak jest prawdopodobne ze ofiarodawca > >> byl poczatkowo naiwny a pozniej nie chcial sie zblaznic prawda, i ze > >> to inne osoby zerowaly na machlojach; albo ze wszyscy nowobogatcy > >kolekcjonerzy w Polsce sa naiwni. > >> Narazie przedmiotem intrygi nie sa jednak ogromniaste pieniadze > >> (chyba ze do tego sie jeszcze nie dokopano), ale wciskanie odbiorcom kitu > >> i kreowanie falszywej fasady dla kolecji i ofiarodawcy. > >> Jesli ofiarodawca ma dzieci a sam jest w miare czysty to dzieci > >> zapewne obronilyby jego imie. > >> Teraz, kiedy ludzie sie w koncu zaczna na czyms tam znac, pokazywanie > >> marnych kopii zamiast oryginalow juz nie przejdzie. > >> Artykul nie wyjasnia jednoznacznie skad ten zaped do faszowania > >> u samego ofiarodawcy. Jesli bylby w pelni swiadomy oszustwa > >> /co naprawde mozna juz podejrzewac/, to wszelkie honory, ktore sobie > >> przypisal powinny byc proporcjonalnie oslabione ( tu sie oczywiscie > >> pojawia problem z krzyzem zaslugi - jak go podzielic na kawalki?). > >> A kopie obrazow powinny byc pokazywane w piwnicy jako > >> kuriosom okresu przejsciowego w Polsce. > >> Toz to tyle artystow w Srodmiesciu Warszawy, dla ktorych odroznienie > >> kopii od oryginalu to pestka. Jak dlugo mozna tak ordynarnie wciskac kit. > >> Pokazywanie kopii zamiast oryginalu bez zidentyfikowania, ze to kopia jest > >> przeciez przestestwem w cywilizowanym kraju. > >> Leszek Andrzej Kleczkowski wrote za GW > >> > KOLEKCJA NASZYCH MARZEN (....) > >> > W imieniu Muzeum Kolekcji im. Jana Pawla II adwokat Zdzislaw > >> > Czeszejko-Sochacki napisal do redaktora naczelnego "BHS" prof. Jerzego > >> > Kowalczyka, ze "w razie dopuszczenia do publikacji, wbrew dobrej wierze > >i > >> > dostepnym zrodlom, artykulu mogacego wyrzadzic materialne i moralne > >> > straty, Muzeum zastrzega sobie dochodzenie na drodze sadowej > >odpowiedniej > >> > ochrony prawnej dobr i odszkodowania". Zwlaszcza slowo "odszkodowanie" > >> > brzmialo groznie. Zapowiadalo finansowe represje za wyglaszanie > >> > naukowych pogladow. > >> > W listach do redakcji "BHS" Porczynski zadal, by Morka oparl sie w swym > >> > artykule na ekspertyzach sporzadzonych przez domy aukcyjne, od ktorych > >> > kupowal obrazy. Morka uwaza, ze jego zrodla informacji sa bardziej pewne > >> > niz te, za ktore placili marszandzi. Spostrzegl takze, ze niektore > >obrazy > >> > w Kolekcji zostaly awansowane w stosunku do tego, jak je na aukcjach > >> > okreslano. Na przyklad "Sw. Maria Magdalena z dwoma aniolami", > >> > prezentowana na pl. Bankowym jako dzielo Andrei Sacchiego (1599-1669), > >> > wystawiona byla na sprzedaz tylko jako "przypisywana" temu artyscie. > >> To zapewne duza roznica. Muzea sa pelne obrazow artystow anonimowych; > >natomist nie > >> posluguja sie "przypisywanym autorstwem", jak sadze wlasnie ze wzgledow > >legalnych. > >> Jedno wydaje sie oczywiste ze to dzielo jest innego autora. > >> > Okazalo sie tez, ze Morka zna kwoty, na jakie szacowano na aukcjach > >> > niektore z obrazow, wlaczonych do Kolekcji. Sa one czasem rzedu kilkuset > >> > funtow, co niezbicie dowodzi, ze byly sprzedawane, a takze kupowane jako > >> > niskiej klasy kopie. Oryginalne dzielo kosztowaloby tysiac razy wiecej. > >> Tutaj chyba mozna zebrac dowody na to, ktora akcja ofiarodawcy jest > >falszerstwem. > >> Nie odrozniane kopii od oryginalu Rembranta i ryzykowanie taka dyskuja > >jesli nie legalna > >> dyskwalifikacja wartosci kolekcji wyglada dosc dyletancko. > >> ( oszusci zwykle manipuluja sama wycena rozniaca sie na miliony, > >> ale nie plagiatowaniem, jako ze to juz bardzo grubymi nicmi szyte) > >> > O wielu obrazach z Kolekcji dr Morka wyrazal sie jednak w artykule z > >> > uznaniem. Podkreslal tez swoj "ogromny szacunek" dla kolekcjonerskiej > >> > pasji panstwa Porczynskich, jak tez wdziecznosc za ich dar. Tam jednak, > >> > gdzie dostrzegl kopie lub nasladownictwa znanych sobie oryginalow, > >> > powiedzial o tym glosno, uwazajac to za obowiazek historyka sztuki. > >> Toz to oczywiste chyba. Odbiorcy powinni sie dawn zbuntowac jesli wciaz sa > >> watpliwosci co oryginal a co plagiat. > >> . . . . . . . . . . Przed trybunaly > >> Czlonkowie zarzadu fundacji Arteks i Rady Naukowej Muzeum Kolekcji nie > >> (..) Wybrali wariant silowy. Sprobowali zmusic > >> > majacych swe zdanie uczonych, by wyrazone sady odwolali, przeprosili > >> > publicznie i zamilkli. Opisujac uzyte przez dr. Porczynskiego i prof. > >> > Kwiatkowskiego metody, a takze zainicjowana przez nich (choc przeciez > >nie > >> > kierowana) kampanie w mediach, trudno zachowac kolejnosc zdarzen. Sprawa > >> > ciagnie sie od wielu lat, przygasa i odzywa na nowo. Nie zakonczyla jej > >> > smierc Zbigniewa Karola
> > > > <ZalekBl...@hotmail.com> wrote in message > > > > news:39314408.29EDF978@hotmail.com... > > > > > Leszek Andrzej Kleczkowski wrote: > > > > > [...]
> > > > > > Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze > > to > > > > > > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od > > > > > > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub > > > > nie. > > > > > > Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika > > > > > > podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy > > > > > > oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc > > najczesciej > > > > > > stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
> > > > > > Leszek
> > > > > Alez dlaczego jest Pan taki antypubliczny i antyRubesowy? > > > > > Publika podziwia obraz, a skoro obraz nie jest Rubensa, tym lepjej dla > > > > > Rubensa, > > > > > przeciez inaczej publika by go nie podziwiala. > > > > > Nie kazde panstwo moze sobie pozwolic na orginalnego Rubensa, wiec > > chce > > > > > Pan pozbawiac publike ubogich krajow podziwiania obrazow Rubensa? > > > > > Chce Pan aby biedni obywatele wydawali cenne dewizy bogatym krajom > > > > > tylko dlatego ze bogate kraje moga sobie pozwolic na orginaly? > > > > > Krytykowanie kolekcji Porczynskich to nie tylko sabotaz ekonomiczny, > > > > > ale i zdrada "swoich" biednych na rzecz "obcych" i bogatych i tak > > wlasnie > > > > > powinna byc traktowana przez prawo. Opinie kto jest autorem obrazow > > > > > powinna wydawac specjalna komisja rzadowa, ktorej celem > > > > > jest dobro narodu, a nie wspomaganie obcych bogatych krajow.
> > > > > Zalek
> > > > Panie Zelku, odbieram to jako ironie, ale nie jestem pewien, bo Pana > > dobrze > > > > nie znam.
> > > Oczywiscie ze nie napisalem tego powaznie. Ale to sa najpowazniejsze > > argumenty
> > > za wprowadzeniem cenzury. Trzeba wybrac - albo prawde albo "idee" ktora > > > prawda moze zniszczyc. > > > Zakladam ze wcale o zadne pieniadze nie chodzilo.
> > > Zalek
> > Bardzo trafnie ujete, Panie Zalku. Lecz co jest zatem 'prawda' i czy z > > taka - jak w koncu ta niezbyt skomplikowana lecz bardzo wymowna historyjka > > uczy - kiedykolwiek tak naprawde do czynienia mamy? Tak wiec, czy jej > > odwrotnoscia jest 'klamstwo', rownie chwiejne jak i ona sama?
> > Pozdrowienia,
> > Andrzej S.
> Moze "prawda" to zbyt ciezkie slowo, i nie mi decydowac czy obrazy sa prawdziwe
> czy falszywe - ja sie na tym nie znam. Ale nie nalezy zamykac nikomu drogi do > szukania > "prawdy" - dlatego np uwazam ze p. Ratajczaka nalezy zwalczac argumentami a nie
> prokuratorami. > Czy odwrotnoscia prawdy jest klamstwo? Nie, odwrotnoscia prawdy jest nieprawda.
> Zalek
Zgadzam sie z Panem w calej rozciaglosci. W zlozonych, wielowarstwowych kwestiach nie jest sposob orzekac o prawdziwosci, czy falszywosci calosci na podstawie niewielkiego jej tylko elementu. A w warunkach otwartego spoleczenstwa w procesie dochodzenia prawdy walczy sie dowodem i argumentem lecz nie cenzura i prokuratorem. Pozdrowienia,
> > > > > Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze > to > > > > > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od > > > > > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub > > > nie. > > > > > Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika > > > > > podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy > > > > > oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc > najczesciej > > > > > stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
> > > > > Leszek
> > > > Alez dlaczego jest Pan taki antypubliczny i antyRubesowy? > > > > Publika podziwia obraz, a skoro obraz nie jest Rubensa, tym lepjej dla > > > > Rubensa, > > > > przeciez inaczej publika by go nie podziwiala. > > > > Nie kazde panstwo moze sobie pozwolic na orginalnego Rubensa, wiec > chce > > > > Pan pozbawiac publike ubogich krajow podziwiania obrazow Rubensa? > > > > Chce Pan aby biedni obywatele wydawali cenne dewizy bogatym krajom > > > > tylko dlatego ze bogate kraje moga sobie pozwolic na orginaly? > > > > Krytykowanie kolekcji Porczynskich to nie tylko sabotaz ekonomiczny, > > > > ale i zdrada "swoich" biednych na rzecz "obcych" i bogatych i tak > wlasnie > > > > powinna byc traktowana przez prawo. Opinie kto jest autorem obrazow > > > > powinna wydawac specjalna komisja rzadowa, ktorej celem > > > > jest dobro narodu, a nie wspomaganie obcych bogatych krajow.
> > > > Zalek
> > > Panie Zelku, odbieram to jako ironie, ale nie jestem pewien, bo Pana > dobrze > > > nie znam.
> > Oczywiscie ze nie napisalem tego powaznie. Ale to sa najpowazniejsze > argumenty
> > za wprowadzeniem cenzury. Trzeba wybrac - albo prawde albo "idee" ktora > > prawda moze zniszczyc. > > Zakladam ze wcale o zadne pieniadze nie chodzilo.
> > Zalek
> Bardzo trafnie ujete, Panie Zalku. Lecz co jest zatem 'prawda' i czy z > taka - jak w koncu ta niezbyt skomplikowana lecz bardzo wymowna historyjka > uczy - kiedykolwiek tak naprawde do czynienia mamy? Tak wiec, czy jej > odwrotnoscia jest 'klamstwo', rownie chwiejne jak i ona sama?
> Pozdrowienia,
> Andrzej S.
Moze "prawda" to zbyt ciezkie slowo, i nie mi decydowac czy obrazy sa prawdziwe
czy falszywe - ja sie na tym nie znam. Ale nie nalezy zamykac nikomu drogi do szukania "prawdy" - dlatego np uwazam ze p. Ratajczaka nalezy zwalczac argumentami a nie
prokuratorami. Czy odwrotnoscia prawdy jest klamstwo? Nie, odwrotnoscia prawdy jest nieprawda.
>"Leszek Andrzej Kleczkowski" <lakle...@bioslave.uio.no> wrote in message >news:8gr8g0$1lk$1@readme.uio.no... >> Andrew Strak <abst...@accesswave.ca> wrote: >[...]
>> Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to >> Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od >> jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie.
>Prosze sobie wyobrazic, panie Leszku, kiedys nabylem kopie El Greco Portret >szlachcica z dlonia na piersi (taka przydluga nazwe ma toto w oryginale). >Nabylem mowiac szczerze dla samych ram, bo ramy piekielnie drogie i musial >bym placic prawdopodobnie 5X wiecej za same ramy niz za ramy z "przodkiem". >Potem jakos zapomnialem o tych ramach i portrecie. Natomiast bedac w Prado, >natknalem sie na oryginal. Bylo to tuz przed zamknieciem Prado, sala byla >nieomal pusta. Zblizyl sie do mnie jeden z przewodnikow i konspiracyjnie >rozgladajac sie czy nikt nie widzi kiwnal na mnie, abym zblizyl sie do >portretu. Kiedy stanalem obok niego, uniosl lekko dol obrazu do gory i >pokazal mi mala plakietke przymocowana do sciany pod obrazem. >Hiszpanskojezyczny napis brzmial: "Ten portret jest niestety tylko kopia >znakomitego dziela El Greco, ktorego oryginal jest w posiadaniu pewnego >malzenstwa z new Jersey".
Slawku, czy nalezy rozumiec, ze umieszczenie u Was, na scianie, pod obrazem takiego napisu, jak powyzszy, byloby niewlasciwe, nie konieczne, myl\ace?:-) Albo inaczej: czy ewentualny brak takowego napisu moze sugerowac jednoznacznie wynik ekspertyzy, jakiej poddales obaz bedacy w Twoim posiadaniu?:-)
Jesli tak, to radzilabym umiescic _na zewnatrz domu_ duzy, podswietlony noca napis tresci:
TO NIE O NAS CHODZI
Podobno dobry fachowiec-wlamywacz z kazdym tzw zabezpieczeniem alarmowym sobie poradzi...;-)
> >"Leszek Andrzej Kleczkowski" <lakle...@bioslave.uio.no> wrote in message > >news:8gr8g0$1lk$1@readme.uio.no... > >> Andrew Strak <abst...@accesswave.ca> wrote: > >[...]
> >> Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to > >> Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od > >> jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie.
> >Prosze sobie wyobrazic, panie Leszku, kiedys nabylem kopie El Greco Portret > >szlachcica z dlonia na piersi (taka przydluga nazwe ma toto w oryginale). > >Nabylem mowiac szczerze dla samych ram, bo ramy piekielnie drogie i musial > >bym placic prawdopodobnie 5X wiecej za same ramy niz za ramy z "przodkiem". > >Potem jakos zapomnialem o tych ramach i portrecie. Natomiast bedac w Prado, > >natknalem sie na oryginal. Bylo to tuz przed zamknieciem Prado, sala byla > >nieomal pusta. Zblizyl sie do mnie jeden z przewodnikow i konspiracyjnie > >rozgladajac sie czy nikt nie widzi kiwnal na mnie, abym zblizyl sie do > >portretu. Kiedy stanalem obok niego, uniosl lekko dol obrazu do gory i > >pokazal mi mala plakietke przymocowana do sciany pod obrazem. > >Hiszpanskojezyczny napis brzmial: "Ten portret jest niestety tylko kopia > >znakomitego dziela El Greco, ktorego oryginal jest w posiadaniu pewnego > >malzenstwa z new Jersey".
> Slawku, > czy nalezy rozumiec, ze umieszczenie u Was, na scianie, pod obrazem > takiego napisu, jak powyzszy, byloby niewlasciwe, nie konieczne, > myl\ace?:-) > Albo inaczej: > czy ewentualny brak takowego napisu moze sugerowac jednoznacznie wynik > ekspertyzy, jakiej poddales obaz bedacy w Twoim posiadaniu?:-)
> Jesli tak, to radzilabym umiescic _na zewnatrz domu_ duzy, > podswietlony noca napis tresci:
> TO NIE O NAS CHODZI
> Podobno dobry fachowiec-wlamywacz z kazdym tzw zabezpieczeniem > alarmowym sobie poradzi...;-)
Natychmiast przystapilem do dziela. Wykonalem sliczny neonowy napis w kolorach oczywiscie neonowych, ktory glosi "TO NIE O NAS CHODZI". Nie minelo pietnascie minut, gdy uslyszalem kolatanie do rzwi. Facet w progu spytal: A o co wlasciwie chodzi i o kogo jesli nie o was? W tej chwili wykonuje poszerzona wersje napisu streszczajaca moj poprzedni posting. Bedzie z neonowy, w kolorach oczywiscie neonowych. :) sp